Posts tagged komedia

wykop_okladka

Wykop

„…Biada ludom, co własne mordują proroki… -jak powiadał poeta.

Długa jest lista zmuszonych do przedwczesnego zejścia z tego świata w literaturze rosyjskiej – od Lermontowa i Puszkina, poprzez Jesienina i Majakowskiego do Gumilowa i Cwietajewej. Niektórym się udało przeżyć – jak Achmatowej czy Płatonowowi.

Przeżyli, owszem – w ostracyzmie, poniżeniu, niedostatku i lęku.

Nieugięci.

Z przenikliwością proroka i beznamiętnością chirurga dokonującego wiwisekcji opisuje Płatonow zachodzące na porewolucyjnej rosyjskiej wsi procesy kolektywizacji.

Wrażenia – jak na obrazach Breugla, Boscha czy Goi.

Nie ma piękna – jest brutalny real.

I za to Autora wyklęto za życia.

Nie znajdziecie Państwo u Płatonowa modnych, salonowych błyskotek słownych. Jego proza jest siermiężna i bliska ziemi, po której stąpał, nie dając się zwieść sztucznie zaszczepionej na rosyjski grunt ideologii. Czarne perły językowe tylko podkreślają unikalność jego stylu.

 

Marcin Jakubiak

Krosno

 

http://www.psychoskok.pl/produkt/wykop-2/

 

 

limeryki niepobożne

Limeryki niepobożne i inne

Jeśli jesteś przeciwko klech(d)om, zabobonom i głupocie, jeśli nie jesteś wrogiem rozumu i chcesz pośmiać się z tych, którzy ogłupiają i grabią naiwnych – „Limeryki niepobożne” są dla ciebie!

Jak sam tytuł wskazuje, książka zawiera oprócz ilustracji Andrzeja Mleczki, limeryki niepobożne i inne..
Te „inne” oscylują w stronę limeryków klasycznych, a więc często „świntuszą”, bawią grą słów czy absurdem, czasem zahaczając o politykę.
Te niepobożne zaś… w imię rozumu uderzają w gusła i zabobony oraz w pasożytniczą kastę żyjącą z eksploatacji naiwnych. Nie oszczędzają nikogo: od ministranta do prałata, od wikarego do papieża nie zostawiając na nich suchej nitki. Szydząc z czarnego zjawiska i bawiąc przy tym, mogą otworzyć oczy niezdecydowanym.

erekcja wzrostu

Erekcja wzrostu

1 września – rozpoczęcie roku szkolnego. To właśnie wtedy rozpoczyna się akcja książki Miki Sonnty „Erekcja wzrostu”. Już po przeczytaniu pierwszych stron książki, która rozpoczyna się przemową dyrektor Zespołu Szkół w Gaciach Halnych – Krystyny Flądry – możemy domyślać się, że powieść będzie nie tylko prześmiewcza, ironiczna i komiczna, ale przede wszystkim będzie głosem w sprawie polskiej edukacji. Edukacji, która od lat tonie w stertach papierów, pism, rozporządzeń kosztem jakości nauczania. „Erekcja wzrostu” w humorystyczny sposób przedstawia absurdy polskiego systemu edukacji, choć po lekturze przychodzi gorzka refleksja, że to tak naprawdę śmiech przez łzy. Obnażone nonsensy funkcjonują w szkolnictwie po dziś dzień – a ich wyrazem są przedstawieni w powieści sfrustrowani nauczyciele. Autorka bezlitośnie rozprawia się z każdym aspektem szkolnego systemu. Nie zostawia suchej nitki zarówno na społeczności, w której znajduje się rzeczona szkoła, jak i na władzach wyższego szczebla. Nie pomija także tzw. czwartej władzy, czyli mediów, które każdego dnia zalewają nas falą informacji, z których coraz trudniej wyłowić coś rzeczowego i zgodnego z prawdą.

Łosoś norwesko-chiński

Dla Prusa chlebem powszednim jest seks i beztroska. Deserem, chcąc nie chcąc, obligatoryjne, wszechobecne i nadzwyczaj absurdalne pytanie o relację z „tym” Prusem, który ostatecznie wcale się tak nie nazywał. Nie jest to jednakże jedyna niemożliwa rzecz przewijająca się przez losy Macieja. Relatywny spokój hedonisty zaburzyło bowiem, nomen omen, Ruchanko. A dokładniej – Ruchanko Dolne i jego luksusowy hotel, w którym to mężczyzna miał szukać ukojenia i siły do napisania książki podsumowującej cztery dekady jego życia. Jedna przypadkowa, wręcz oślepiająco piękna kobieta, jedno niespodziewane i niedokończone działanie pod kołdrą i życie Macieja w ciągu kilku minut obróciła się o dobre sto pięćdziesiąt stopni. Hotel przepadł, a wraz z nim spokój i szansa na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb. Jego miejsce zajęły pościgi, trupy i ucieczki, ale tak to już jest, gdy męski instynkt zdobywcy da się omotać tajnej agentce, której po cudnych piętach drepczą wściekli Norwegowie, nazbyt ciekawscy Niemcy, wywiad własny, wieśniacy z przepotężnym bimbrem i Bogurodzicą na ustach oraz smoki z białego proszku. Zachęcam do przeczytania książki Łosoś norwesko-chiński

Humor, satyra – Małgorzaty Chaładus

Chyba w każdym z nas drzemie prześmiewca, a pośmiać się można właściwie ze wszystkiego. Nie zapominając o sobie. Na kilka lat przed emeryturą zostałam bezrobotna. Mój zakład pracy przeniósł się w ramach globalizacji w tańsze rejony świata. Miałam więc okazję korzystać z „pomocy” biura pośrednictwa pracy i uczestniczyć w licznych podnoszących ducha kursach. Jedyny z nich pożytek to pomysł napisania „Kilku małych bezrobotnych”. W trakcie pisania wplątała mi się między nich Agata Christie i w żaden sposób nie potrafiłam się pozbyć tej krwiożerczej istoty. Uparła się, że zostanie i …
Właśnie, że nie powiem. Zaciekawionych zachęcam do przeczytania. Nie tylko o bezrobotnych. Zestaw pt. „Humor, satyra” składa się z wielu zabawnych tekstów.

Humor często mruga do nas w nieoczekiwanych sytuacjach. Wymienię te, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Wydawałoby się, że w cyrku powinien rozśmieszać klaun. Tymczasem mnie rozśmieszyli znudzeni tatusiowie z pociechami na kolanach. Nagle na arenie pojawiła się zgrabna artystka. Oczy tatusiów zalśniły, plecy się wyprostowały. A ja napisałam „Przeklętą karczmę”.
„Pan Fredek” powstał po przeczytaniu psychologicznego dzieła o wpływie rozmiaru biustu na psychikę. Przysięgam, że nie bujam, chociaż nie pamiętam ani autora ani tytułu jego wywodów. Pamiętam jedynie, że świetnie się bawiłam czytając i mam nadzieję, że lektura „Pana Fredka” będzie równie zabawna.
O „Walce płci” nie będę się rozpisywać. Tytuł mówi sam za siebie.
Geneza „Powtórki z Szekspira” sięga dzieciństwie. Uwielbiałam czytać „Czary Prospera”. Karol Lamb streścił w nich dla dzieci wiele spośród sztuk wielkiego Williama.
Reszta zawartych w zbiorze „Humor, satyra” tekstów nie jest wcale milczeniem. Chociaż, oczywiście, można je przeczytać po cichu.

podwojna_przyneta

Podwójna przynęta

 

Jest to pierwszy polski” kryminał ironiczny” umieszczony w realiach brytyjskich, w środowisku bankowym i nie tylko. Ukazuje on naszych rodaków za granicą w sposób sympatyczny , dowcipny i interesujący. Liczne polonica ubarwiają wartką narrację. Co się kryje za odsuniętym fotelem samochodu? Młody brytyjski bankowiec Sean nabiera podejrzeń, że ktoś się włamał do jego jaguara. W jakim celu? Z wnętrza wozu nic nie zginęło. Spłoszony złodziejaszek? Skłonny jest tak sądzić i bagatelizuje całe wydarzenie. Historia się jednak powtarza. Czy ktoś usiłuje nadać mu jakiś sygnał? Prywatne śledztwo prowadzi do całkowicie nieoczekiwanych wniosków, dodatkowo komplikujących zagmatwaną sytuację. Anglikiem interesuje się policja oraz co najmniej trzy inne niezidentyfikowane na razie grupy o mocno nieprzyjaznych zamiarach. On sam nie widzi żadnego ku temu powodu. Jest cenionym bankierem i doradcą finansowym o ustalonej, nieposzlakowanej reputacji.

Podczas pobytu w przytulnym pensjonacie na wybrzeżu, Sean zostaje poddany narastającej presji psychologicznej. Na plaży pojawiają się tajemnicze napisy. Dowiaduje się o mrocznej stronie niedawno zawartej legalnej transakcji z rosyjskim bankowcem. Jest szantażowany. Przez kogo?

W grę wchodzą ciemne interesy rywalizujących ze sobą grup przestępczych na kilku kontynentów. Co ma polski Szczecin z tym wspólnego? Nawozy sztuczne? To przecież legalny towar eksportowy?

Go to Top