Posts tagged małgorzata chaładus

mozaika

Mozaika

Czytając nowe dzieło Małgorzaty Chaładus pod tytułem „Mozaika” można stracić poczucie czasu. Historia opowiada… no właśnie. Tego nie można skreślić, bo jak sam tytuł mówi, jest wiele wątków, które na końcu tworzą idealny obraz.

Poznajemy wielu bohaterów, każdy z nich ma w sobie coś i ukazuje jakąś słabość. Widzimy ich codzienność oraz drugą twarz, która nie zawsze jest dobra. Pani Małgorzata w bardzo dobry sposób wykreowała każdą postać, posiadają one wady, jak i zalety, co jest ciężkie do osiągnięcia, ponieważ w wielu książkach można dopatrzeć się, że postać jest wręcz idealna. Tutaj tego nie ma, autorka zachowała realizm, co się chwali.

Akcja toczy się powoli, jednak nie jest nudnawa, a każda sytuacja powoduje, że jesteśmy trzymani w niepewności. To akurat powoduje, że chcemy czytać to dalej. Właśnie akcja jest największym plusem książki. Nigdy nie będziemy w stanie przeczuwać, co może się stać dalej, autorka trzyma nas w napięciu do ostatniej części, w której wszystko się wyjaśnia.

Trzeba również przyznać, że książka została napisana prostym językiem, dzięki czemu bardzo miło i szybko się ją czyta. Może z jednej strony szkoda, że tak szybko, ponieważ po skończeniu czujemy niedosyt i mamy ochotę na więcej.

„Mozaika” jest idealną pozycją na długie, zimowe wieczory, ponieważ jest to bardzo przyjemne połączenie kryminału z powieścią psychologiczną.

dziewczyny z prl

Dziewczyny z PRL-u

„Dziewczyny z PRL-u” Małgorzaty Chaładus to powieść osadzona w czasach rozkwitu PRL-u. Powojenne zniszczenia Warszawy zmuszają Martę do przeprowadzki do Dzierżoniowa. Wraz z drugim mężem wychowuje tam córkę z pierwszego małżeństwa oraz stara się odbudować to, co ocalało po wojnie – dawne relacje, wspomnienia i codzienne życie. Dorastająca córka buntuje się przeciw decyzjom matki, a kiedy osiąga pełnoletniość, wychodzi za mąż za chłopaka związanego z partią. Rodzina nie pochwala tego wyboru, Anna wydaje się być jednak zaślepiona swoimi racjami. Wkrótce okazuje się, że małżeństwo nie należy do udanych. Mąż Anny ciężko choruje, a na nią spada samodzielne gospodarowanie domem oraz wychowywanie małej córeczki. Młoda dziewczyna rozczarowuje się życiem. Czasy nie są łatwe, choć pod względem materialnym niczego jej nie brakuje. Pogrążona w opiece nad mężem i córką po pewnym czasie wie, że gwałtowna decyzja o wyjściu za mąż w tak młodym wieku, nie była słuszna. Czy pozna jeszcze kogoś, kto sprawi, że znów poczuje się szczęśliwa? Czy historia rodzinna zatoczy koło? Czy Anna będzie potrafiła uchronić Basię przed błędami swej młodości? By się tego dowiedzieć, sięgnijcie po wzruszającą i niezwykle wciągającą powieść „Dziewczyny z PRL-u”.

opowieści świąteczne

Opowiastki świąteczne

”Jeden z moich wnuków zrobił niedawno epokowe odkrycie. Wyszeptał mi do ucha, nie tylko zresztą mnie, całej rodzinie, że święty Mikołaj to tak naprawdę przebrany tata. Kazał mi przyrzec, że nie zdradzę tej tajemnicy jego młodszemu braciszkowi. Myślę, że braciszek też zdążył ją już odkryć. Co wcale im nie przeszkadza robić listy oczekiwanych prezentów i cieszyć się ich rozpakowywaniem. Muszę przyznać, że w czasie świąt sama robię się dziecinna. Czuję osobistą urazę do pani Zimy jak zapomni o śniegu na wigilię. Czekam na pierwszą gwiazdkę. Z takich dziecinnych wzruszeń narodziły się „Opowiastki świąteczne”.

Gdyby wierzyć szwedzkim mediom to wydawałoby się, że Boże Narodzenie najhuczniej świętuje handel. Co roku prorokują pobicie rekordów sprzedaży i co roku im się to rzekomo udaje. Moją ambicją jest, żeby jak najmniej dokładać się do tego rodzaju rekordów. Nie ma, oczywiście, mowy o tym, żeby rezygnować z choinki, karpia czy makowca. Ale uganiać się za drogimi prezentami? Święta nie są od tego, żeby się licytować wydatkami. Święta to okres spotkań z najbliższymi, czas refleksji i przyjaznego dla całego świata nastroju. W „Opowiastkach świątecznych” starałam się go opisać, łagodząc sentymentalizm nutką humoru. Uważam, że Boże Narodzenie byłoby trochę nudne bez dzieci. Bez ich oczekiwań, entuzjazmu i zabawnych obserwacji.

Pewnego roku jeden z trójki moich wnuków przygotował poczęstunek dla św. Mikołaja. Ciemną nocą babcia i dziadzio spałaszowali przeznaczoną dla niego kaszkę, a w miseczce zostawili karteczkę od świętego z podziękowaniem za posiłek. Co to była za radość rano! Zjadł! A co napisał? Oj, podziękował! Danielek postanowił schować cenny list na pamiątkę, ale najpierw zaczął mu się uważnie przyglądać. Mikołaj pisze zupełnie tak samo jak dziadzio, zauważył. A babcia postanowiła napisać kilka świątecznych historyjek dla maluchów i ma nadzieję, że się nimi ucieszą”.

dramaty_large

Dramaty

Moment wyklucia się pomysłu napisania nowej sztuki czy innego tekstu można śmiało porównać ze stanem zakochania. Cały świat barwi się na różowo. Spotyka nas coś niepowtarzalnego. Nikt przed nami ani po nas… Niemożliwe, żeby… Tak się nam w każdym razie wydaje. A naprawdę nie było i nie będzie epoki, w której brakowałoby wzdychaczy i pisarzy. Nie wierzę, że można napisać coś wyłącznie od siebie, nie korzystając z poprzedników. Oryginalność za wszelką cenę bardzo łatwo przeradza się w dziwactwo. Oryginalne to ono, owszem, jest, ale zrozumiałe wyłącznie dla oryginała. Jeżeli naprawdę miał na celu coś poza szokowaniem własną odmiennością. Nigdy nie wierzyłam, że pisaniem można odmienić świat i ludzi. Można im dostarczyć rozrywki, materiału do refleksji, chwili ucieczki od codziennych kłopotów. Tak powstały sztuki zawarte w zbiorze „Dramaty” i inne moje teksty.

Nawet sobie nie potrafię wytłumaczyć jasno genezy wszystkich napisanych przeze mnie sztuk i innych tekstów. Na pewno czerpałam pełną garścią z przeczytanych kiedyś książek. Łatwo jest uznać za swoje zapomniane, lecz zachowane w głębinach mózgu, cudze obserwacje. Mogę się przyznać tylko do zapożyczeń, o których pamiętam. Do napisania „Wigilii u Reginy” natchnęło mnie po obejrzeniu „Antygony”. Jest faktem, że obie panie nie mają wiele wspólnego ze sobą, ale tak jakoś wyszło. „Alicja w krainie realiów” ujrzała światło dzienne dzięki książce Gitty Sereny o autentycznej historii małoletniej zabójczyni dwojga innych dzieci. Inspiracją do napisania „Drugiej córki” była opowieść Davy Sobel o wzorowej córce Galileusza. Mnie zainteresowała ta druga, mało wzorowa. Jakie było jej życie, jej uczucia? A „Sprawy rodzinne” ? Wyrosłam w rodzinie, w której więcej było wzajemnej niechęci niż miłości. „Dramaty” nie są streszczeniem książek czy cytatami prosto z życia. Są fantazją na temat „a czy tak nie mogło się zdarzyć?”

Powieść czy opowiadanie to gotowa konstrukcja. Nic dodać, nic ująć, wszystko jest na miejscu. Wszystkie postacie wiedzą, jak się zachowywać, kogo kochać, w co ubrać ,dokąd się wybierać i na jak długo. Sztuka teatralna bardziej przypomina budynek w stanie surowym. Wymaga dużego wysiłku i dużej wyobraźni, żeby go urządzić. Za to można to zrobić po swojemu, według własnego gustu. Nasuwa mi się jeszcze jedno porównanie, ze szkieletem. Nie takim z wykopalisk, sztywnym i skamieniałym, ale żywym i elastycznym. Łatwo go ożywić nakładając mu kostium i trochę różu na kości policzkowe. Można powiedzieć, że zapraszając czytelników do czytania „Dramatów” zapraszam ich do tańca ze szkieletami. Taki intelektualny danse macabre.

Groch z kapustą

Tomik „Groch z kapustą” Małgorzaty Chaładus kryje w sobie między innymi wiersze nagrodzone w konkursach literackich i rozproszone w almanachach. „Przycupnięta we mnie samochwała wylazła z kąta, żeby trochę o nich opowiedzieć” – mówi autorka. Wiersz „Na strychu” zajął pierwsze miejsce w sekcji polskiej międzynarodowego konkursu poetyckiego Feile Filiochta w Irlandii w 2008 roku.

Tak tomik „Groch z kapustą” prezentuje autorka: „Bywało, że w świecie fantazji czułam się bardziej swojsko niż w tym realnym. Książki od zawsze zapraszały mnie w krainy, które chłonęłam jak ciekawy nowego podróżnik. Pomimo miłości do literatury zwijałam się na lekcjach polskiego na pytanie „a co poeta chciał w tym wierszu powiedzieć”. Najlepiej byłoby go zapytać, ale cóż, najczęściej już nie żył. Z czasem doszłam do wniosku, że poeta też wcale do końca nie wiedział, co chciał powiedzieć i komu. Są wiersze niby oczywiste jak opis krajobrazu czy zdarzenia, ale najczęściej jest w nich jakiś podtekst, który niektórzy chcą koniecznie wytłumaczyć. Sama jestem czytelnikiem, który nie zadaje sobie zbędnego, według mnie, trudu analizowania tekstu. Po prostu jeden do mnie przemawia a drugi nie. Ktoś uczony powiedział, że poezja jest dialogiem dwóch podświadomości, poety i czytelnika. Dodam od siebie, że jak one się nie dogadają, nie pomoże na to żadna poważna rozmowa. I że mam nadzieję, że z mojej podświadomości wypłynęły teksty zachęcające choćby do flirtu.

http://autorzy365.pl/ksiazka/4326/groch-z-kapusta

Haiku, sonety i piosenki bez melodii

W nowoczesnej poezji wszystkie chwyty są dozwolone. Tak mogłoby się wydawać. Jednak zawsze starano się wtłoczyć ją w jakieś ramy. Raz dadaizmu, raz futuryzmu, albo jeszcze innego -izmu. Pisało się bez kropek i przecinków, ignorując ortografię i wszelkie możliwe reguły. Ale bez reguł ich negacja nie mogłaby zaistnieć. Postanowiłam więc okazać im należny szacunek. Tradycyjne haiku musi zmieścić się w trzech linijkach i w określonej ilości sylab. Nie mogłam oprzeć się chęci wypowiedzenia się w tej formie. A potem hajda na sonety! Też trzeba liczyć linijki i ustawić rymy w określonym układzie. Uf! Na koniec nie mogło obyć się bez odrobiny anarchii. Są więc piosenki bez melodii i rytmu, bo jestem niemuzykalna. (więcej…)

Humor, satyra – Małgorzaty Chaładus

Chyba w każdym z nas drzemie prześmiewca, a pośmiać się można właściwie ze wszystkiego. Nie zapominając o sobie. Na kilka lat przed emeryturą zostałam bezrobotna. Mój zakład pracy przeniósł się w ramach globalizacji w tańsze rejony świata. Miałam więc okazję korzystać z „pomocy” biura pośrednictwa pracy i uczestniczyć w licznych podnoszących ducha kursach. Jedyny z nich pożytek to pomysł napisania „Kilku małych bezrobotnych”. W trakcie pisania wplątała mi się między nich Agata Christie i w żaden sposób nie potrafiłam się pozbyć tej krwiożerczej istoty. Uparła się, że zostanie i …
Właśnie, że nie powiem. Zaciekawionych zachęcam do przeczytania. Nie tylko o bezrobotnych. Zestaw pt. „Humor, satyra” składa się z wielu zabawnych tekstów.

Humor często mruga do nas w nieoczekiwanych sytuacjach. Wymienię te, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Wydawałoby się, że w cyrku powinien rozśmieszać klaun. Tymczasem mnie rozśmieszyli znudzeni tatusiowie z pociechami na kolanach. Nagle na arenie pojawiła się zgrabna artystka. Oczy tatusiów zalśniły, plecy się wyprostowały. A ja napisałam „Przeklętą karczmę”.
„Pan Fredek” powstał po przeczytaniu psychologicznego dzieła o wpływie rozmiaru biustu na psychikę. Przysięgam, że nie bujam, chociaż nie pamiętam ani autora ani tytułu jego wywodów. Pamiętam jedynie, że świetnie się bawiłam czytając i mam nadzieję, że lektura „Pana Fredka” będzie równie zabawna.
O „Walce płci” nie będę się rozpisywać. Tytuł mówi sam za siebie.
Geneza „Powtórki z Szekspira” sięga dzieciństwie. Uwielbiałam czytać „Czary Prospera”. Karol Lamb streścił w nich dla dzieci wiele spośród sztuk wielkiego Williama.
Reszta zawartych w zbiorze „Humor, satyra” tekstów nie jest wcale milczeniem. Chociaż, oczywiście, można je przeczytać po cichu.

fantazja

Opowiadania fantazja

Opowiadania opatrzone wspólną nazwą fantazja to opowiadania z gatunku fantastyki naukowej. Autorką tych opowiadań jest Małgorzata Chaładus i trzeba powiedzieć że tej autorce nie brakuje fantazji ani wyobraźni. Jak to zwykle bywa w przypadku fantastyki naukowej tak i w tym zbiorze opowiadań jesteśmy przenoszeni w różne fantastyczne, równoległe i przyszłe światy względem naszego zgodnie z zapatrywaniem wyobraźni autora. Jedno z opowiadań przenosi nas w być może niedaleką przyszłość ludzkości, gdzie każdy człowiek jest bardzo uzależniony od technik komputerowych i pełnej automatyzacji życia. Opowiadanie to nosi tytuł „Koegzystencja” a owa tytułowa koegzystencja ma odnosić się do współżycia maszyn i ludzi. Głównym bohaterem tego opowiadania jest niejaki Alvin, który żyje podobnie do innych ludzi w mieszkaniu zupełnie zautomatyzowanym i skomputeryzowanym, podłączonym siecią informatyczną z centralnym komputerem o nazwie Centra. Maszyny wyposażone w komputer choć posłuszne woli Alvina kontrolują de facto każde jego poczynanie. Alvin ma elektronicznego psa a nawet elektroniczny obiekt seksualny. Rozmnażanie zaś wszystkich ludzi jest zarządzane przez Centre, która dobiera odpowiednio geny. Cała łączność i praca Alvina odbywa się też on-line. Alvin wychodzi na spacer ze swym elektronicznym psem gdzie zostaje zaatakowany przez jakiegoś osobnika, który wciąga go w krzaki i z przerażeniem w głosie opowiada mu o tym że Centra i maszyny opanowały cały świat i już nie potrzebują ludzi a cały proces rozmnażania to iluzja. Osobnik ten przedstawia się jako znany mu pod kryptonimem kontakt7. Alvin jednak nie daje wiary wariatowi i wraca do domu ale ma dziwne uczucie że to jego elektroniczny pies prowadzi jego na smyczy zamiast on jego. Jest to przykład jednego z opowiadań zamieszczonych w zbiorze. Inne opowiadania są równie fantastyczne i przenoszą czytelnika do innej rzeczywistości, w której znaleźć możemy tyleż intrygujących co i niepokojących historii jeśli odnieść je do naszej prawdziwej rzeczywistości.

Go to Top