Posts tagged satyra

nieswieci

(Nie)święci

(NIE)ŚWIĘCI” to książka, której treść stanowi scenariusz sztuki teatralnej. Autorka, Dorota Żywczak, profesjonalnie zaplanowała i zadbała nie tylko o grę dialogową, która nota bene imponuje swoją dojrzałością intelektualną i katolicką, ale również scenariusz i aranżację fabuły – aktu dramatu, w tym na przykład tytuły sugerowanych utworów muzycznych, rekwizyty, a przede wszystkim samo miejsce – kawiarnię Pod Złotym Cielcem. Zasadniczą platformą utworu jest dyskusja pomiędzy kanonizowanymi świętymi, a współczesną młodzieżą. Młodzież nastawiona jest wrogo wobec religii i Kościoła katolickiego i stoi w szyderczej opozycji do świętych. Ci jednak dzięki swojej wrażliwości, dobroci i miłości potrafią rozpoznać współczesne ich problemy, a dalej odpowiednimi argumentami zaczynają ich przekonywać – nie na siłę, lecz z wyczuciem i troską o ich dusze. Spójrzmy na krótki przykładowy fragment rozmowy Sary ze świętym Prudencjuszem Klemensem, dotyczący profanowania sfery sacrum i nazywania tego sztuką:

SARA: No, ale nazwiemy to sztuką… Wolno nam! I nie trzeba się wiele napracować… Ludzi takie rzeczy wciąż mocno poruszają. Zainteresowanie gwarantowane! A skoro jest zainteresowanie to znaczy, że dzieło jest dobre!

PRUDENCJUSZ KLEMENS: No, ale sterta śmieci na środku ulicy też budzi zainteresowanie…

SARA: No, przestań! Śmieci to śmieci! A sztuka to zawsze pewne ryzyko!

PRUDENCJUSZ KLEMENS: Wiem o tym. Kiedy ja zaczynałem tworzyć chrześcijańską poezję, nie wiedziałem, czy ktoś w ogóle będzie chciał to czytać. Wcześniej mało kto się tym zajmował… A ty czym zaryzykowałaś?

jełopiada

Jełopiada

31 grudnia 2133 roku na planecie Merkury rozbija się rakieta z logo ziemskiego, polskiego Urzędu Pracy. Wydostaje się z niej siedmiu skacowanych mężczyzn, którzy próbują uświadomić sobie, w jakim celu zostali wysłani na odległą planetę. Imbec, jeden z bohaterów, tak opisuje tę grupę:

Gołe dupy, żarcie, picie –

Oto całe wasze życie!

I jeszcze fura tytoniu –

Istny gamoń na gamoniu!

Słowem, nie są to wybitne jednostki, raczej postaci skupiające w sobie najgorsze cechy (Polaków?). Imbec przypomina też ideę tej wyprawy:

Należy docenić Unię,

Że doskonale rozumie

Potrzeby wybitnych obywateli,

Którzy by awansu chcieli

I nie marnują niedzieli

Na dzikie libacje,

Lecz podejmują eksplorację

Nieznanego,

By uzyskać wiedzę z tego

I wyjść z głupoty cienia,

Oświecając pokolenia…

Przybysze jednak dalecy są od prowadzenia badań i poszerzania swojej wiedzy na temat nieznanego. Interesuje ich jedynie możliwość zdobycia alkoholu, papierosów, jedzenia i kobiet. Niestety, planeta nie jest w to wszystko zasobna, więc muszą wzywać na pomoc miejscowego Boga, który sam jest siedliskiem wad wszelakich. Duch interwencyjnie pomaga Ziemianom, jednak generalnie są oni zostawieni sami sobie.

Bohaterowie toczą między sobą nieustające kłótnie, obrzucają się epitetami, lecz w trudnych sytuacjach potrafią się na chwilę zjednoczyć. Nie chcą jednak zmienić swojego życia na lepsze. Dotychczasowe wydaje się im czymś najpełniejszym.

Trudno mi ocenić „Jełopiadę”. Najchętniej sklasyfikowałabym ją jako pisany wierszem komediodramat deliryczny. Być może Autor chciał ośmieszyć w nim nasze narodowe wady, być może podejmowanie przez urzędy absurdalnych decyzji, które dużo kosztują, lecz nic z nich nie wynika… Nie wiem. Tak samo jak, prawdopodobnie, nie wiadomo o co chodzi w śnie deliryka.

limeryki niepobożne

Limeryki niepobożne i inne

Jeśli jesteś przeciwko klech(d)om, zabobonom i głupocie, jeśli nie jesteś wrogiem rozumu i chcesz pośmiać się z tych, którzy ogłupiają i grabią naiwnych – „Limeryki niepobożne” są dla ciebie!

Jak sam tytuł wskazuje, książka zawiera oprócz ilustracji Andrzeja Mleczki, limeryki niepobożne i inne..
Te „inne” oscylują w stronę limeryków klasycznych, a więc często „świntuszą”, bawią grą słów czy absurdem, czasem zahaczając o politykę.
Te niepobożne zaś… w imię rozumu uderzają w gusła i zabobony oraz w pasożytniczą kastę żyjącą z eksploatacji naiwnych. Nie oszczędzają nikogo: od ministranta do prałata, od wikarego do papieża nie zostawiając na nich suchej nitki. Szydząc z czarnego zjawiska i bawiąc przy tym, mogą otworzyć oczy niezdecydowanym.

Humor, satyra – Małgorzaty Chaładus

Chyba w każdym z nas drzemie prześmiewca, a pośmiać się można właściwie ze wszystkiego. Nie zapominając o sobie. Na kilka lat przed emeryturą zostałam bezrobotna. Mój zakład pracy przeniósł się w ramach globalizacji w tańsze rejony świata. Miałam więc okazję korzystać z „pomocy” biura pośrednictwa pracy i uczestniczyć w licznych podnoszących ducha kursach. Jedyny z nich pożytek to pomysł napisania „Kilku małych bezrobotnych”. W trakcie pisania wplątała mi się między nich Agata Christie i w żaden sposób nie potrafiłam się pozbyć tej krwiożerczej istoty. Uparła się, że zostanie i …
Właśnie, że nie powiem. Zaciekawionych zachęcam do przeczytania. Nie tylko o bezrobotnych. Zestaw pt. „Humor, satyra” składa się z wielu zabawnych tekstów.

Humor często mruga do nas w nieoczekiwanych sytuacjach. Wymienię te, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Wydawałoby się, że w cyrku powinien rozśmieszać klaun. Tymczasem mnie rozśmieszyli znudzeni tatusiowie z pociechami na kolanach. Nagle na arenie pojawiła się zgrabna artystka. Oczy tatusiów zalśniły, plecy się wyprostowały. A ja napisałam „Przeklętą karczmę”.
„Pan Fredek” powstał po przeczytaniu psychologicznego dzieła o wpływie rozmiaru biustu na psychikę. Przysięgam, że nie bujam, chociaż nie pamiętam ani autora ani tytułu jego wywodów. Pamiętam jedynie, że świetnie się bawiłam czytając i mam nadzieję, że lektura „Pana Fredka” będzie równie zabawna.
O „Walce płci” nie będę się rozpisywać. Tytuł mówi sam za siebie.
Geneza „Powtórki z Szekspira” sięga dzieciństwie. Uwielbiałam czytać „Czary Prospera”. Karol Lamb streścił w nich dla dzieci wiele spośród sztuk wielkiego Williama.
Reszta zawartych w zbiorze „Humor, satyra” tekstów nie jest wcale milczeniem. Chociaż, oczywiście, można je przeczytać po cichu.

RPGranda, czyli świat po drugiej stronie

Powieść RPGranda, czyli świat po drugiej stronie gra z konwencjami i stereotypami na temat takich namiętnie, lecz nieumiejętnie nadużywanych gatunków, jak fantastyka, przygoda i romans. Kreacja niezwykle młodego autora dość kąśliwie, lecz stopniowo obnaża najczęściej powielane klisze i typowo popełniane w tych kategoriach błędy. Akcja sobie, główny bohater sobie, narrator sobie, a porte-parole w postaci dzielnego, acz zrzędliwego Louisa – sobie i wszystkim wokół. Czytając, przytakuje się drobnym, budzącym uśmiech komentarzom i z tym większą ciekawością zastanawia się, co w tym całym miszmaszu będzie dalej. Aż w pewnym momencie czytelnik zdaje sobie sprawę, że historia z każdym krokiem komplikuje się i poważnieje, i mimo wciąż obecnego humoru, czarne chmury zaczynają być coraz bardziej zauważalne. Przestaje chodzić o to, co dowolna postać zrobiła głupiego, ale o śmiertelnie poważne wybory, których przychodzi dokonać w obliczu objawiającej się gradualnie przepotężnej intrygi. Świat mający być tylko wirtualną rzeczywistością gry komputerowej wcale nim nie jest, gdyż okazuje się być miejscem jak najbardziej namacalnym i prawdziwym. Miejscem z nie tylko ustawioną, lecz i prawdziwą wojną, prawdziwym zagrożeniem i prawdziwą przelaną krwią. Wszystko przychodzi z czasem, bowiem Oddziałowi 2. przychodzi przebyć wiele dróg, nim stanie się jasne co jest czym, a kto jest kim. Bo nie wszystko jest takie proste. W końcu, współczesna mądrość ludowa mówi, że jeśli coś jest zbyt proste, to znaczy, że coś jest nie tak. I trudno w tym wypadku zarzucić tej teorii błędność.

Go to Top